DAMA NIE BYWA ZMĘCZONA

Grabolka, Graboletta. Dyrektor artystyczna Mody Polskiej. To ona dyktowała wzory elegancji w PRL-u. Bywanie na jej pokazach to był zaszczyt i... szczyt snobizmu. Apodyktyczna, trudna, szorstka, a jednak Jadwidze Grabowskiej wybaczano wiele, bo miała rzadką w tych czasach cechę: bezbłędne wyczucie smaku.

Warszawa  lat 60. Parter wieżowca u zbiegu Tamki i Ordynackiej przyciąga ciekawskie spojrzenia. Rezyduje tu Moda Polska prowadzona przez Jadwigę Grabowską. To postać, jakie w powojennej Polsce rzadko się spotyka. Światowa dama, pod której rządami powstają perfekcyjnie uszyte kolekcje zgodne z najnowszymi tendencjami. I, co w PRL-u ważne, to propozycje adekwatne do potrzeb nowoczesnych kobiet - od "roboczego" kombinezonu po wieczorową kreację.

Wnętrze na Tamce jest zarazem awangardowe i swojskie. Projektantki Mody Polskiej, szwaczki i modelki po latach będą wspominać artystyczny nieład: drewniane meble z Cepelii, stół żłobiony w małe falki, zydle na ciężkich nogach zamiast stołków, plecione kosze. Na ścianach dziwaczne półki w formie ryb i aligatorów i słomiane maty, które są tłem do pozowania.

Grabowska, z wykształcenia dziennikarka, z charakteru - dama otwarta  na stylowe nowinki, ma niechęć do sztampy. Nosi się niestandardowo, takie też lubi wnętrza. Centrum dowodzenia to oczywiście gabinet: Grabowska urzęduje za PRL-owskim biurkiem, ale wstawiła tu antyczne lustro i ozdobną lampę. Siedząc w stylowym fotelu, obdzwania decydentów, walczy o lepszą jakość tkanin, wykłóca się o każdy detal, który może poprawić efekt pracy.

Jej głos nie znosi sprzeciwu: urzędnicy wiedzą, że Grabowskiej się nie odmawia. Jeśli czegoś nie załatwi przez telefon, złapie ich na schodach, chwyci za guzik marynarki. Gdy jest wściekła, kopie nogi swojego stołu. Wzorcownia na Tamce funkcjonuje jako miejsce, w którym jest inaczej niż gdzie indziej: jaśniej, optymistycznie. Można mieć złudzenie, że żelazna kurtyna nie jest aż tak szczelna.

Dziennikarze chętnie tu wpadają. Panie - żeby przekartkować najnowsze żurnale z Francji i Włoch. Panowie chcą pooglądać modelki Mody Polskiej, najładniejsze i najbardziej stylowe dziewczyny w mieście.

 

Szpilki od rana do wieczora

Modelki zapamiętują maksymy Grabolki: dama się nie poci, nigdy nie jest zgrzana ani zmęczona, nie spieszy się. Albo: bądź piękna i milcz, naucz się smacznie i zdrowo gotować, w podróż należy ubrać się na biało, w Paryżu trzeba nosić szpilki od rana do wieczora, to nie do pomyślenia, by modelka jadła golonkę. I jeszcze ostrzeżenie: zróbcie ze sobą porządek - nigdy nie wiadomo, czy właśnie w południe nie spotka was tu książę Walii.

Grabowska do pracyna wybiegach pozyskuje kandydatki nie tylko ładne, szczupłe, ale też z klasą. To studentki, dziewczęta z inteligenckich domów, ambitne młode kobiety. Żąda od nich ogólnej ogłady, wychowuje, strofuje, potrafi ukarać za niesubordynację. Na pokazach nie serwuje maksym: pilnuje, by staniki miały odpowiedni fason, pończochy leżały gładko. Nic nie umyka jej czujnemu oku. Czasem leją się łzy. Ale chętnych do modelingu jest zawsze za dużo: praca w Modzie Polskiej oznacza zagraniczne podróże, dostęp do lepszych kosmetyków, elitarne znajomości. Zespół krąży po Polsce i jeździ na zagraniczne tournée.

 Na trasie Moskwa - Berlin - Lipsk - Odessa może liczyć na przyzwoite hotele i świetną atmosferę. Pani kierownik w zabawie jest wstrzemięźliwa, ale lubi dowcipne rozmowy, potrafi też cytować z pamięci fragmenty wierszy.

 

Turban jak logo

 Prawdziwa elegantka unika rzeczy, o których mówi się "najnowszy krzyk mody", nie sięga po przeboje. Włoży je dopiero, gdy będą już oswojone -  twierdzi Grabowska. Sama niczym Coco Chanel jest rzeczniczką oszczędnego stylu, który promuje w swoich kolekcjach. Ma zresztą w szafie kilka wełnianych i tweedowych kostiumów od francuskiej legendy. To jej codzienny mundur: żakiet z miękkimi ramionami, eleganckie guziki, spódnica do połowy łydek. Do tego ozdobna broszka i krótki sznur pereł na półgolfie - też w stylu Chanel. Strój, który mówi: znam swoją wartość, cenię umiar.

Najmocniejszym dodatkiem jest jednak turban.  We wspomnieniu o Grabolce w "Twoim STylu" z roku 1993 napisze o nim Mira Michałowska: "Ten turban i te klipsy stały się potem jej znakiem firmowym. Nikt, kogo znam, nie widział jej później bez nakrycia głowy. Od wielkiej parady nakładała podobno mały kapelusik albo perukę. Turbanów miała dziesiątki we wszystkich kolorach i z najrozmaitszych materiałów. Był to zapewne jeden z jej sposobów na życie. Inne kobiety siwiały, łysiały, farbowały włosy, robiły sobie trwałą, traciły czas i pieniądze na fryzjera, a ona była zawsze nienaganna w tym swoim nakryciu głowy dopasowanym do stroju".

 

Gust z domu

By zrozumieć estetyczne kody Grabowskiej, trzeba cofnąć się do lat przedwojennych. Młoda Jadwiga (urodzona w 1898) jest córką zamożnych zasymilowanych warszawskich Żydów. Od dziecka nie brakuje niczego ani jej, ani dwojgu rodzeństwa. Ojciec, Stanisław Seidenbeutel prowadzi firmę budowlano-architektoniczną, a interesy idą tak dobrze, że rodzina wprowadza się do okazałej kamienicy przy Marszałkowskiej 63. Elewację zdobią syreny, delfiny i meduzy. Z daleka widać dekoracyjną kopułę - wieńczy północny róg budynku. Taka siedziba musi napawać dumą, dawać poczucie statusu.

Na portrecie rodzinnym troje dzieci siedzi na rzeźbionych fotelach w stylu empire, matka Pola - na wystawnej sofie. Córki pozują w bufiastych sukienkach i eleganckich trzewikach, we włosy mają wplecione kokardy. W domu rozmawia się z dziećmi o sztuce, znaczeniu piękna w codziennym życiu. "Poczucie proporcji, czystości rysunku, harmonii barw, właściwej oprawy plastycznej, a więc tematy najczęstszych rozmów i sprzeczek rodzinnych, miały decydujący wpływ na ukształtowanie moich zamiłowań. Stąd - moda" - powie Grabowska  za kilkadziesiąt lat w wywiadzie.

Panny Seidenbeutel od dziecka wiedzą, że styl ubioru to elementy szerszej kultury, że strojem można manifestować gust, wiarę w postęp. Otwartą postawę Jadwiga zachowa do sędziwego wieku. Inspirować ją będą futurystyczne innowacje Pierre’a Cardina, kosmiczna moda André Courrèges’a, zachłyśnie się rewolucją londyńską lansowaną przez Mary Quant. Nigdy nie uzna, że jest "zbyt wiekowa", by czegoś nie chcieć rozumieć.

Cała trójka rodzeństwa zwiąże się z dziedzinami wizualnymi: Stefania wyemigruje do USA i zostanie kustoszką i założycielką Działu Kostiumu i Tkanin Los Angeles County Museum of Art. Edward po architekturze w Bodenbach i na Politechnice Warszawskiej będzie projektował wnętrza budynków publicznych i rozrywkowych.

 

Będąc młodą dziennikarką

Z fotografii Jadwigi z lat 30. bije energia nowoczesności: młoda kobieta ubrana w luźno przepasany płaszcz, zgrabny melonik i lekkie pantofle pozuje obok automobilu. Ukończyła szkołę dziennikarską Wincentego Kosiakiewicza, rozwija skrzydła w rubryce kulinarnej magazynu "Kobieta w świecie i w domu", którego jest wicenaczelną. Zamiast zwykłej sałatki proponuje mus z ogórków i galaretkę z pomidorów, miód radzi łączyć z poziomkami, kanapki wykrawać w kształcie serca. Ma też posadę tłumaczki w Domu Książki Polskiej na placu Trzech Krzyży. Przekłada na polski utwory anglosaskich pisarzy. 
 Mąż, Tadeusz Grabowski, też jest nowoczesny. Pisze o futbolu, działa w klubie Polonia. Nie będą mieli dzieci. Z czasem młoda małżonka zrezygnuje z działalności zarobkowej (aż do wybuchu wojny).

Jadwiga od młodości podróżuje, Europa należy do niej tak samo jak ukochana Warszawa. W Paryżu śledzi rewolucję, jaką do życia i garderoby kobiet wprowadziła Coco Chanel. Hasło redukcji ubrania do minimum, nowe miękko układające się na sylwetce fasony - słucha o tym, jakby ten nowy styl adresowano specjalnie do niej. Chodząc na kursy modelarskie, zgłębia zasady konstrukcji.

Uczy się, że ubranie buduje się jak architekturę z poszanowaniem geometrycznych proporcji. Kręcąc się po paryskich butikach i atelier, na pewno słyszy o Elsie Schiaparelli, promotorce dopasowanych dżersejowych swetrów i surrealistycznych motywów. Mimo fascynacji w latach 30. zarzeka się, że nie chce iść w ślady swoich idolek. Lubić to jedno, projektować - drugie. Dopiero powojenne realia przyniosą zmianę tego poglądu.

 

Jak Feniks z popiołów

Tuż po wojnie Jadwiga zakłada sklep. Na Marszałkowskiej, w miejscu bliskim jej sercu - nieopodal stoi ukochana rodzinna kamienica Pod Syrenami. Uszkodzona. Bliscy ocaleli. O wojennej traumie, utracie majątku, prześladowaniach i życiu w ukryciu Jadwiga nie mówi. Woli patrzeć w przyszłość. "Zaraz po wyzwoleniu wszyscy krewni i znajomi  odbudowywali zniszczoną stolicę. Ja natomiast chciałam odbudować polską kobiecość" - powie po latach.

Sklep o znaczącej nazwie Feniks otwiera dla Polek, "które zawsze miały opinię dobrze ubranych, pełnych wdzięku. Uważałam, że niezwykle ważne dla psychicznego odrodzenia się jest wyrobienie przekonania, że mimo tych wszystkich okropieństw, które się stały, trzeba żyć normalnie, pełnią życia, na którą składa się także ubiór i uroda. Z początku nie miałam w nim prawie nic - trochę własnych sukien. Ale szybko ludzie zaczęli przynosić rzeczy przysyłane w paczkach z zagranicy, wyciągane z szaf zapasy materiałów, jakieś guziki, apaszki, szaliki, torebki, co kto miał".

Do Feniksa wpadają kobiety pracujące, zubożałe arystokratki, artystki i żony notabli, wytwarza się środowisko rzeczniczek elegancji w szorstkich czasach. To, że Grabowska nie potrafi rysować, nie jest tajemnicą. Ale ma niezawodny zmysł: umie zaproponować te wzory i fasony, które schlebiają konkretnej sylwetce. Szybko zdobywa grono oddanych klientek.

 

Taka moda, taka polska

Dlaczego to właśnie Jadwiga Grabowska staje na czele tak ważnej instytucji jak Moda Polska? W latach 50. i 60. pokazy organizuje się jako wydarzenia z dziedziny kultury, uświetnienie fet. O Grabowską zabiega zarząd Izby Handlowej - wiadomo, że zorganizuje pokaz "bez pudła".

Drugiej postaci równie otrzaskanej ze światowymi trendami, a jednocześnie obeznanej z polskimi realiami przemysłowymi nie ma. Kiedy już z ramienia Mody Polskiej jeździ na pokazy, bez kompleksów ogląda w Paryżu kolekcje Diora, potrafi sarkastycznie skomentować pomysły uwielbianego powszechnie YSL.  

Ale, co na pewno nie umyka uwagi władz, jest przeciwniczką ślepego powielania. "Niesłusznym jest niewolnicze podporządkowanie się jakiejś  modzie. Niektóre modele trzeba przepracować i to właśnie jest moda polska" - powie w jednym z wywiadów. 

Przenikliwa, stanowcza, z wizją. Na emeryturę przechodzi jako 70-latka, umiera 20 lat później, w 1988 roku. Do dziś jest wspominana jako caryca polskiej mody. A jej zalecenia nadal brzmią zaskakująco aktualnie. Jak choćby to: "kobieta, która wychodzi rano do pracy i nie wie, kiedy potem wróci, powinna być tak ubrana, żeby  nie wstępując  do domu, mogła  w tym samym stroju iść do teatru".

 

Lidia Pańków

Korzystałam z książek: Aleksandra Boćkowska To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL, Czarne; Marta Sztokfisz Caryca polskiej mody. Święci i grzesznicy, W.A.B.; Ewa Rzechorzek Moda Polska Warszawa, PWN;  Lidia Pańków, JuliaPańków Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia, Muza

Autor: 
------------------
Źródło: 

styl.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.