Anisa została obrzezana, gdy miała sześć lat

Każdego roku ponad 3 milionom kobiet zostają wycięte narządy płciowe. Większość ma mniej niż 15 lat. Anisa miała tylko sześć lat. 

Przez drzwi wchodzi starsza pani w turbanie z torbą. Rzuca Anisie chytre spojrzenie i kładzie gotowe żyletki, strzykawki i środki na dywanie. Widok żyletek jest przerażający. - Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Pomyślałem, że być może zostanę zabita, mówi cicho Anisa. 

6 lutego to Międzynarodowy Dzień Okaleczania Żeńskich Narządów Płciowych. Ponad 200 milionów kobiet na świecie ma wycinane narządy płciowe. Anisa Salad (20) jest jedną z nich. Czternaście lat temu pocięto jej część podbrzusza wbrew jej woli. Z konsekwencjami tego musi żyć przez całe życie. Według WHO każdego roku ponad 3 miliony kobiet zostaje okaleczonych. Większość z nich ma mniej niż 15 lat. Anisa miała sześć lat. 

"Duża dziewczynka" 

Mieszkała wówczas w Somalii z babcią i sama używa słowa „obrzezanie”. - Wszystkie dziewczyny w okolicy były obrzezane. Babcia powiedziała, że wkrótce moja kolej. Sąsiedzi zaczęli pytać, kiedy Anisa w końcu zostanie obrzezana. Babcia uległa presji, myśląc, że nadszedł już czas. - Powiedziała mi, że moja mała „haramowa część” zostanie wycięta i że w końcu będę dużą dziewczynką. W tamtym czasie nie myślała o tym zbyt wiele. W końcu Anisa była dzieckiem. 

- To była norma. Coś, przez co musiały przejść wszystkie dziewczyny w moim wieku. Nigdy wcześniej nie byłem świadkiem zabiegu, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. 

 Ale nie mogła się doczekać dołączenia do reszty dziewcząt. Chciała w końcu zostać „dużą dziewczyną”. 

- Wszystkie dziewczyny z sąsiedztwa i ze szkoły koranicznej chwaliły się, że były obrzezane. Nie mogłem się doczekać, kiedy będę ich częścią, poczuję się częścią „paczki”. 

 Teraz jesteś halal 

W końcu nadszedł ten dzień. Starsza pani w turbanie rozkłada swój ekwipunek na dywanie. Babcia prosi ją, żeby usiadła. To, co dzieje się później, jest czymś, o czym Anisa wolałaby całkowicie zapomnieć. Coś, co od dawna próbuje usunąć z pamięci. Ale dzisiaj chce przekuć to doświadczenie w swoją siłę. 

- Taki jest los milionów kobiet na świecie. Czas o tym rozmawiać, mówi stanowczo. Dwie kobiety przytrzymują Anisę. Inna trzyma głowę w dół. Starsza pani spryskuje ją na dole, aby znieczulić ją miejscowo. Anisa robi sobie przerwę i szuka w pustce powietrza. Próbuje powstrzymać łzy. 

- Wiele dzieci dostaje pluszowego misia lub coś do przytulania, gdy dostaje zastrzyki lub przechodzi inne badania. Ja nie miałam nic. Dlatego musiała przyjrzeć się operacji. Starsza pani wyjmuje żyletkę i zaczyna ciąć. Po łechtaczce i wargach sromowych. Anisa krzyczy i wyje. Prosi ich, aby przestali, ale bezskutecznie. Po kilku minutach, które wydają się wiecznością, pani wreszcie skończyła. Wyciąga odcięte narządy Anisy i macha nimi w powietrzu. - Gratulacje. Teraz jesteś halal. 

Nie ma to korzeni w islamie 

Wycinanie żeńskich narządów płciowych, czyli w uproszczeniu obrzezanie, jest praktyką szeroko rozpowszechnioną w dużej części Afryki oraz w niektórych częściach Bliskiego Wschodu i Azji. W Somalii, skąd pochodzi Anisa, 98 procent wszystkich kobiet w wieku powyżej 15 lat ma wycięte narządy płciowe. W tym kraju odsetek takich kobiet jest więc najwyższy na świecie. Zabieg ten jest często nazywany „sunną”, i wiązany z tradycją islamską. Ale nie ma on korzeni w islamie. Ważne jest, aby odróżnić kulturę od religii, mówi Anisa. 

- Kiedy ludzie mówią, że jest to tradycja islamska, może to postawić islam w złym świetle. Pomaga również wzmocnić obraz, że muzułmańskie kobiety są uciskane. Ta tradycja ma korzenie znacznie starsze niż islam. Najbardziej wszechstronna forma okaleczania narządów płciowych, infibulacji, jest często nazywana w somalijskim folklorze „fir'oni”. Bezpośrednio można przetłumaczyć to jako „Faraon”. - Jak więc można  twierdzić, że jest to zabieg religijny? pyta Anisa. 

Rany, które się nie goją 

Po zbiegu Anisie przez kilka dni podawano dobre jedzenie. Opisuje to prawie jako uroczystość. Ale Anisa musiała leżeć przez dwa tygodnie z obiema nogami związanymi liną. Bolało chodzenie i siusianie. 

- Myślałam, że to rana, która może się całkowicie zagoić. Jak otarcie. Ale wtedy nie wiedziała, że straciła część siebie, której nigdy nie odzyska. 

- Mimo że rany fizyczne się zagoiły, nadal czuję wewnętrzny ból. Nikt mi nie powiedział, że jako 20-latka będę pamiętała ból tamtego dnia. 

Pandemia koronawirusa może zniweczyć dziesięciolecia postępu 

Według ONZ 68 milionów dziewcząt było zagrożonych okaleczeniem przed 2030 r. Ale to było przed COVID-19. Po pandemii koronawirusa kolejne 2 miliony dziewcząt jest zagrożonych okaleczeniem narządów płciowych. Tylko w 2021 r. 4,16 mln dziewcząt jest zagrożonych obrzezaniem. Oznacza to ponad 11 000 dziewcząt dziennie i prawie 500 na godzinę. 

- Kiedy dziewczęta mają ograniczony dostęp do szkoły z powodu „lockdownu”, są bardziej narażone na poważne nadużycia, takie jak wycinanie narządów płciowych, mówi sekretarz generalny Plan International Norway, Kari Helene Partapuoli. 

- W przypadku lockdownu społecznego widzimy też, że w niektórych krajach jest to „dobra” okazja do wykonania zabiegów, a również czas na zagojenie się rany, bo dziewczynki są w domu. - W czasach problemów finansowych niezwykle ważne jest również, aby ci, którzy się tym zajmują mieli pracę i kontynuowali proceder - mówi Partapuoli. Ponadto w celu zwalczania pandemii ponownie nadano priorytet zdrowiu publicznemu. 

- Skoncentrowanie się na pandemii spowodowało, że nie skupiono się na zdrowiu i prawach dziewcząt. Mamy doświadczenie z innych podobnych kryzysów i widzimy, że w takich sytuacjach nasilają się poważne nadużycia wobec kobiet, takie jak przemoc seksualna, małżeństwa dzieci, wycinanie żeńskich narządów płciowych i nastoletnie ciąże. Ważne jest, aby nie zapominać o prawach kobiet i dziewcząt w trakcie tego kryzysu, mówi Partapuoli. 

- Wycinanie narządów płciowych to poważna operacja, która ma konsekwencje na całe życie. Ze względu na kryzys koronawirusa grozi nam teraz zniweczenie dziesięcioleci postępu. 

  Okaleczenie, które niszczy życie 

 Anisa wybaczyła swojej babci. Kobietom, które trzymały ją  podczas zabiegu. I kobiecie, która to zrobiła. Dla własnego spokoju. - Wycinanie narządów płciowych to coś, co trwa od wielu, wielu pokoleń. W tych krajach dzieje się tak z powodu ignorancji. Bo chociaż kiedyś uważała, że została obrzezana, bo tak było dla niej najlepiej, dziś jest świadoma, że tak nie jest. 

- Chodzi o kontrolowanie ciała kobiety i jej seksualności. Nie robi się tego, bo jest to najlepsze dla kobiety. Robi się to, bo uważa się to za najlepsze dla mężczyzny. 

Aż do teraz Anisa nigdy się na ten temat nie zwierzała. Ani przyjaciołom, ani nauczycielom. Nawet swojemu własnemu lekarzowi ogólnemu. 

- Jest wiele osób, które nie wiedzą, czym jest wycinanie narządów płciowych. Nie mogę znieść tego, by wyjaśniać to ludziom i wciąż na nowo przeżywać ten dzień. 

Wzywa do tego, by więcej mówić o obrzezaniu żeńskich narządów płciowych w przestrzeni publicznej. Dane z 2013 roku pokazują, że około 17 300 kobiet w Norwegii ma okaleczone narządy płciowe. Wszystkie zostały okaleczone, zanim przybyły do Norwegii. 

- Te kobiety muszą wiedzieć, że nie są same. Ale jeśli chcemy zmiany, musimy najpierw chcieć otwarcie rozmawiać o tym problemie. Obrzezanie narządów płciowych niszczy życie, mówi Anisa. - To bitwa, którą każdy, komu zależy na prawach dzieci i kobiet, musi poważnie potraktować. Nie dla mnie. Nie dla kilku tysięcy kobiet w Norwegii. Ale dla milionów dziewcząt, które każdego roku są na to narażone. 

Autor: 
Bibi Fatima Musavi, tłum: Dominika Bącler
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
3 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.