Nie wiesz jak przetrwasz styczeń? Mogę ci w tym pomóc

"Oglądam swoją kolekcję The Golden Girls co zimę, bo jest zabawna i kojąca."

Niektórzy ludzie dobrze radzą sobie z zimnem. Ich policzki uroczo różowieją. Ich szafę wypełniają ubrania w magiczny sposób jednocześnie ciepłe oraz czarujące. Do tego potrafią jeździć na nartach.

Ale niektórzy się do nich nie zaliczają. My - moi ludzie - zimą bledniejemy i naszą twarz pokrywa kolor, który Farrow & Ball nazwaliby Szarym Laury Palmer lub Wiktoriańskim Dzieckiem Chorym Na Żółtaczkę. Od września do maja jesteśmy nieustannie przeziębieni, a zamiast estetycznego wyglądu szafy, mamy kieszenie wypełnione chusteczkami. Dlaczego niektórzy - za własną zgodą - wybierają życie w Europie Północnej, gdzie, parafrazując Niles'a z Bezsenność w Seattle, jest zimno dziewięć miesięcy w roku, to pytanie, na które nigdy nie potrafimy sobie odpowiedzieć.

Obecny styczeń, kiedy panuje lockdown, właściwie niczym nie różni się od moich poprzednich styczni, ponieważ zawsze unikam wychodzenia wtedy z domu (zbyt zimno), nigdy nie wychodzę wieczorami (zwariowaliście?) i niczego nie planuję (patrzcie: poprzednie nawiasy). Gdyby nie ta wszechobecna śmierć, bezrobotność i stres który towarzyszy wszystkim obostrzeniom, cała ta prawna zimowa hibernacja mogłaby mi się spodobać.

Ci z was, którzy zazwyczaj w styczniu jeżdżą na nartach lub wędrują po parkach narodowych (dlaczego? dlaczego? dlaczego?) zapewne zastanawiają się, jak spędzą ten przeklęty miesiąc w domu. Po raz pierwszy w życiu, możliwe, że również ostatni, mogę podzielić się wiedzą w tej sytuacji.

Jakieś dziesięć lat temu, moja przyjaciółka Charlie podarowała mi najlepszy prezent, jaki można sprawić mężczyźnie bądź kobiecie: kolekcję The Golden Girls. Tak, The Golden Girls, tego amerykańskiego sitcomu z lat osiemdziesiątych o grupce starszych pań (granych przez kobiety po pięćdziesiątce i sześćdziesiątce: puśćcie to mimo uszu), które żyją razem na Florydzie. Jeśli to pamiętacie, na pewno pomyśleliście o wspaniałym wystroju domu Dorothy, Blanche, Rose i Sophi, rodem z Miami z lat osiemdziesiątych, z sofą w mieczyki (roślina z rodziny kosaćcowatych, przyp. tłum.) i ogromną chińską wazą. A może pomyśleliście o niesamowicie chwytliwej piosence przewodniej. (Szybka dygresja. Oto top pięć bezapelacyjnie najlepszych amerykańskich sitcomowych utworów przewodnich z lat osiemdziesiątych: 5. Diff'erent Strokes; 4. Perfect Strangers; 3. Family Ties; 2. The Golden Girls; 1. Cheers (Zdrówko!)

Jak pewnie zdążyliście już zauważyć, oglądam dużo telewizji, ale The Golden Girls jest bez wątpienia moim ulubionym serialem. Kocham go tak bardzo, że kiedy zaczęłam prowadzić własny dom, skopiowałam cały wystrój salonu (zieleń, biel, róż, kwieciste materiały) i sypialnię Blanche (palmową tapetę, aksamitne meble). Jeśli myślisz, że to obsesja, pewnie nie powinnam wspominać, że psa i córkę nazwałam na cześć dwóch gwiazd serialu.

Moja pasja do tego serialu zwykle zaskakuje ludzi, a mnie zawsze dziwi ich zdziwienie, bo to bardzo zabawny serial. Wiele sitcomów z lat osiemdziesiątych nie było (przepraszam, Diff'erent Strokes), ale The Golden Girls jest tak samo zabawny jak Cheers. Jest też niesamowicie kojący ze swoimi stałymi żartami (Rose mówiąca o Minnesocie; Sophia mówiąca o Sycylii) i przewijającymi się motywami (sarkazm Dorothy, napalona Blanche). To ma sens, bo jeden ze scenarzystów, Mitch Hurtwitz, stworzył inny serial, pełen stałych, powtarzających się żartów pod tytułem Arrested Development (Bogaci bankruci) Przeprowadziłam kiedyś wywiad z Hurwitz'em, pozornie na temat czwartego sezonu Arrested Development ale zamiast tego skupiłam się na The Golden Girls, co w ogóle mu nie przeszkadzało.

"Pamiętam, kiedy wyszedł Sex and the City (Seks w wielkim mieście). Bohaterzy otwarcie rozmawiali o seksie i ludzie byli tym zgorszeni, a ja myślałem sobie, 'My zrobiliśmy to już wcześniej! Rozmawialiśmy o orgazmach - ze starszymi kobietami!'" nadmienił słusznie Hurwitz. To kolejny powód, dla którego kocham ten sitcom: to najbardziej feministyczny serial, o grupce kobiet żyjących razem szczęśliwie, które nie potrzebują mężczyzn, ale które uprawiają seks, a ich wiekowość im w tym nie przeszkadza. Kiedy ostatni raz widzieliście osiemdziesięcioletnią kobietę w łóżku ze swoim chłopakiem w jakimś serialu? Najprawdopodobniej oglądając The Golden Girls.

Wszystkie aktorki, które pojawiły się w serialu, były/są wspaniałymi kobietami. Bea Arthur, przyjaciółka Rock’a Hudsona, była boginią, autobiografia Betty White pod tytułem If You Ask Me (And Of Course You Won’t) jest fascynująca, Rue McClanahan wychodziła za mąż sześć razy, a Estelle Getty była bardzo zaangażowana w aktywizm w polu HIV/AIDS. Wszystkie były (i w przypadku White są) na swój sposób bohaterkami.

Oglądam swoją kolekcję The Golden Girls w każdą zimę, bo jest zabawna i kojąca, a akcja toczy się w Miami, co jest wyjątkowo podnoszące na duchu w tym roku, bo to najprawdopodobniej jedyne słońce, jakie zobaczę. Życie na Florydzie z moimi trzema przyjaciółkami to wymarzona przyszłość. Sitcom sprawia, że przypomina mi się również moja przeszłość, zwłaszcza Boże Narodzenie, które jako dziecko spędzałam z moją babcią w Miami. W odróżnieniu od mojej mamy, pozwalała mi oglądać The Golden Girls. W niczym nie przypominała bohaterek serialu, ale kiedy go oglądam, przypomina mi się mój pobyt tam. Może i moja miłość do Świąt Bożego Narodzenia zaskakiwała jej imigracyjną, żydowską mentalność, ale bardzo chciała mnie uszczęśliwić, więc siadałyśmy i oglądałyśmy razem sitcom o grupce emerytek. Okazał się studnią bez dna.

Autor: 
Hadley Freeman, Tłum. Julia Karoń
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
7 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.