Pręgi

(…) Okaleczanie ciała daję ulgę, nie pozwala usnąć bezszelestnie, jest ciągłością istnienia, gdy zabraknie miłości, która może być wszystkim. A gdy jej nie ma, nie ma nas (…)”.
- B. Rosiek „Skazana” 

Wywiad przeprowadzony w ramach szerszej rozmowy, nagranej w reportażu radiowym o tym samym tytule. Wywiadu udzieliła Paulina K. (nazwisko do wiadomości autora)

Pokaż rękę

To jest mało….

Czym to sobie zrobiłaś?

Żyletką…

A nie boisz się, że pójdziesz do pracy, ktoś zobaczy…

Tak. Spojrzałam na rękę i mówię „jestem w pracy”, ale wtedy zawsze się bierze jakąś opaskę albo bandaż zwykły i na przykład ja, jak siedziałam w tym mocniej i miałam całe ręce pocięte, i miałam bandaż to mówiłam mamie, że na przykład na wuefie się przewróciłam i ręka mnie boli, i pani mi dała bandaż… Wymówki są bardzo różne i osoby które się samookaleczają nie mają problemu z tym, żeby coś wymyślić.  

Kiedy pierwszy raz się pocięłaś? Ile miałaś wtedy lat? 

Niech pomyślę… Nie wiem… tak ze trzynaście, czternaście... Coś takiego.

Wcześnie… 

A u nas ogólnie wtedy w szkole tak było że była…. nie mogę powiedzieć „moda”, ale po prostu taki czas był, że ogólnie młodzież się cięła. W naszym gimnazjum był właśnie z tym problem, że większość właśnie dziewczyn, głównie dziewczyn bo chłopaki to raczej nie, ale właśnie dziewczyny się cięły. Było też wdychanie dezodorantów, takie niebezpieczne zachowania i w naszej szkole to się działo wtedy właśnie.  

Podążyłaś za modą?

Nie. Pierwszy rok gimnazjum był dla mnie bardzo ciężki. Dziewczyny potrafiły wyzywać, potrafiły popchnąć mnie, a gdy wpadłam na drzwi, a nauczyciel wychodził przez nie właśnie, to jeszcze bardziej oberwałam.

(...)Kumulowałam w sobie te wszystkie emocje, a później wyszło z tego samookaleczenie(...)” 

Starsze dziewczyny tak Cię traktowały?

Z klasy. Rówieśniczki! Kumulowałam w sobie te wszystkie emocje, a później wyszło z tego samookaleczenie.

A kto pierwszy Cię namówił? Pokazał? 

Ja to wcześniej widziałam jak inne dziewczyny ręce pokazywały. Nikt mnie nie namawiał. W sumie nie pamiętam pierwszego razu tak naprawdę. Myślę jednak, że musiał być to tak straszny dla mnie widok, taki przełom, że to zrobiłam, że teraz wcale tego nie pamiętam. 

Chciałaś zwrócić czyjąś uwagę tym? Mamy?

Powiem Ci szczerze, że rozmawiałam o tym z terapeutką, bo mi też zadała dokładnie takie samo pytanie. Nie umiałam na to odpowiedzieć, ale coś w tym musi być, bo na przykład z mamą nie rozmawiamy codziennie. Więcej jest krzyków. Życie jest ciężkie. Na pewno. I to jest właśnie wołanie o pomoc. Tylko, że to jest takie stąpanie jak po lodzie.  

O co teraz wołałaś o pomoc?

Teraz to... To samookaleczenie było akurat wyładowaniem nerwów. Mój tata miał problemy z agresją i ja też z agresją miałam problemy. Teraz lepiej sobie radzę.  

To znaczy?

Komuś nie zrobię krzywdy. Sobie tak.

Nadal daleko do ideału…

<śmiech> 

Jaki tato był?

To był człowiek z przejściami. Nie miał łatwego dzieciństwa. I może dlatego w agresję wrzucał to, co sam przeżył i na swoje dzieci to przerzucał.

Bił was?

Tak. Z czasem potrafiłam mieć wargę rozciętą.

Mamę też bił?

Nie. Mamy nie bił.

A co mama na to, że was bił?

Mama się zamykała w sobie. Mama jest osobą bardzo wrażliwą.

Tata bił was pasem? Ręką?

I pasem, i ręką…. Czymś innym to nie, bo kablami to na pewno nie. Przynajmniej ja nie pamiętam.

Mama nigdy nie stanęła w waszej obronie?

Krzyczała na tatę. Raz go nawet wyrzuciła z domu, ale ja i tak za nim płakałam i udało się, żeby tato do nas wrócił. Ja kiedyś powiedziałam terapeutce, że ja się do tego przyzwyczaiłam. Ktoś kto tego nie przechodzi, często zadaje pytanie „jak można się do tego przyzwyczaić?”

No właśnie…

Można się przyzwyczaić.

Szukałaś winy w sobie?

Jak tato chorował na raka, to tłumaczyłam sobie, ze to ja coś źle zrobiłam i dlatego mnie uderzył. Tłumaczyłam sobie, że to choroba, że ból który cierpiał przy nowotworze powodował, że się na mnie wyżywa.

(...)jak dostałam pasem od taty, to mama mi dawała zwolnienie z wuefu(...)” 

A w szkole? Wiedzieli?  

W podstawówce nie, bo jak dostałam pasem od taty, to mama mi dawała zwolnienie z wuefu, ale już w gimnazjum jak już tata chorował, to rozmawiałam o tym z panią psycholog. W pewnym momencie chcieli mnie zabrać do pogotowia opiekuńczego, ale mama pojechała do szkoły, tłumaczyła i …. zostałam.

Długo tata chorował?

Od momentu wykrycia choroby – cztery lata.

(...)Moja wina była w tym, że powiedziałam, ale gdybym nie powiedziała to nic by się nie stało, bo jakby pomóc? (...)” 

Żałowałaś, że powiedziałaś o tym co działo się w domu psycholog ze szkoły? 

Ja nie prosiłam jej o to, żeby coś zrobiła. Moja wina była w tym, że powiedziałam, ale gdybym nie powiedziała to nic by się nie stało, bo jakby pomóc?

(...)jak powiesz „z czasem może będzie lepiej” to tak, jakbyś dawała komuś światełko w tunelu(...)”

Co chciałaś usłyszeć?

Moja terapeutka nigdy nie powiedziała „będzie dobrze”, ale „może z czasem będzie lepiej”. Powiesiła się, ale się nie udało i bardzo dobrze, i żyj mimo że negatywnie jesteś nastawiona do świata, ale jak powiesz „z czasem może będzie lepiej” to tak, jakbyś dawała komuś światełko w tunelu.

 

 

 

Autor: 
Małgorzata Królikowska

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
15 + 4 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.