Własny kawałek nieba

Polaków zmęczyła brzydota. Marzą o domach jednorodzinnych, które będą ekonomiczne, estetyczne i przyjazne dla środowiska. Czas na umiarkowany optymizm.

Błędy lekarza kryje ziemia, błędy kucharza – majonez, a błędy architekta – winobluszcz – mówi ludowa mądrość. A według estetów ów winobluszcz powinien stać się naszą na-rodową rośliną. Bo jak Polska długa i szeroka wszędzie straszą budowlane szkaradztwa. Dość spojrzeć na nasze domy jednorodzinne. Tu rząd identycznych klocków z epoki wczesnego Gierka, tam żałosna imitacja szlacheckiego dworku. – Skrajny indywidualizm, importowane regionalizmy, nieliczenie się z kontekstem miejsca i lokalną tradycją to grzechy główne projektów domów jednorodzinnych – jednym tchem wymienia Iwo Kęsy, architekt, właściciel i prezes biura projektowego Archet Projekt.

Na to nakłada się monumentalizm, budowanie na wyrost. Klasyczny dom katalogowy nie może mieć mniej niż 200–250 mkw. Mało kto myśli, jak trudno będzie go ogrzać. – Jestem pod wrażeniem Norwegów, których śmiało można nazwać mistrzami kompaktowości – wskazuje Kęsy. – Ograniczenia metrażu wynikają w ich przypadku – po pierwsze – z kultury nastawionej na minimalizm i skromność, po wtóre – z systemu dotacji i ulg państwowych, który faworyzuje nieruchomości o mniejszej powierzchni.

Gigantomania Kowalskiego ma związek z czymś jeszcze – chce dzięki niej pokazać swój status. A może to ponadnarodowa cecha? W serialu „Simpsonowie” Marge czyta magazyn „Lepsze Domy” z podtytułem „Niż Twój”. To ciągłe porównywanie się z innymi, podsycane m.in. przez media i reklamy, prowadzi tylko do przygnębienia. Dosadnie pisze o tym Tom Hodgkinson, brytyjski krytyk świata konsumpcji, w bestsellerowej książce „Jak być leniwym”: „Programy telewizyjne i pisma wnętrzarskie, które przedstawiają idylliczne style życia, odgrywają wielką rolę w spisku mającym na celu wpędzenie nas w kompleksy”.

Jedno jest pewne: za polski chaos w przestrzeni publicznej odpowiada nadmierna swoboda. Piękna architektura czy urbanistyka nigdy nie powstaje bez udziału państwa, samorządu czy lokalnego środowiska. Potrzeba presji społecznej, mądrych regulacji oraz odgórnych założeń, aby żyć w ładnym, przyjaznym i uporządkowanym otoczeniu.

 

Nowy jak stary

Do tego ideału zbliżają się Warmia i Mazury. Nawet warszawiacy budują tam zgodnie z miejscową tradycją, odtwarzając dawną estetykę. Niektórzy porywają się na adaptację starych obór i stodół. Dla wielu punktem odniesienia są domy zaprojektowane przez architekta Tomasza Lellę z pracowni Studio Form Architektonicznych Pantel. Ponoć przyjezdni spierają się o to, czy stały one już przed wojną. Te nowe „stare” domy zachwycają detalami dawnego budownictwa warmińskiego, a zarazem są w pełni nowoczesne i funkcjonalne.

 

Zgrzyt w przestrzeni

Na drugim krańcu sytuują się importowane regionalizmy, np. góralskie chaty na Kaszubach. Skąd się tam wzięły? Do pewnego stopnia możemy je połączyć z coraz bogatszą ofertą sklepów budowlanych. „Wybór materiałów sprawił, że domy przestały być organicznie zależne od miejsca, w którym powstały, lecz zostały mu narzucone” – ubolewa brytyjski popularyzator filozofii Robert Rowland Smith w arcyciekawej książce „Podróże z Platonem”.

– Kompletnym nieporozumieniem jest moda na tzw. domy toskańskie, z dachami o małych spadkach i dużymi, wystawnymi okapami – tłumaczy Kęsy. – Zwiedzając Italię, zachwyciliśmy się tamtejszą architekturą. Ale jakże nieudolnie wyglądają próby przeniesienia na polski grunt brył doskonale wpisujących się we włoski krajobraz. W krajach śródziemnomorskich budowle wznosi się z kamienia, u nas z pustaków i styropianu, czyli tego, co jest w zasięgu naszych możliwości finansowych.

Ale duży budżet wcale nie musi być gwarancją, że zrealizujemy ambitny, nowatorski projekt. Zwykle bywa odwrotnie: gruby portfel i brak wizji to najczęściej nieszczęśliwe połączenie. Stąd tyle koszmarnych rezydencji z mnóstwem udziwnień. Niektóre z nich przechodzą nawet do historii. Jak głosi anegdota, pewien architekt zapytał inwestora, w jakim stylu ma zaprojektować pałac. Ten się żachnął: „Jak to: w jakim stylu? Mnie stać na wszystkie”. Tak powstał Pałac Poznańskich, jeden z najbardziej efektownych budynków w Łodzi, ceniona przez znawców perełka eklektyzmu, określana nawet mianem łódzkiego Luwru.

Współczesne rezydencje najbogatszych Polaków raczej nie mają szans, by wejść do kanonu światowej architektury. – W nowobogackich domach nie widać żadnego wiodącego stylu – odpowiada Kęsy. – Poza modą na ogrody zimowe i naszpikowanie nieruchomości elektroniką. Popularność zyskują tzw. panic roomy, czyli miejsce, gdzie podczas napadu mieszkaniec może czuć się bezpieczny, a także pokoje multimedialne wyposażone w projektory i wielkoformatowe ekrany. W tzw. inteligentnych domach, sterowanych za pomocą smartfonów, gustują szczególnie młodzi, dobrze sytuowani gadżeciarze.

 

Bez kompleksów

Czy polskie budownictwo jednorodzinne stanie się kiedyś ekonomiczne, estetyczne i przyjazne dla środowiska? Jedno jest pewne: nie brak u nas architektów z wizją i odwagą, którzy projektują fantastyczne budynki. Należą do nich Magdalena i Maciej Beczakowie z pracowni Beczak/Beczak/Architekci, których projekt SIO House w Konstancinie-Jeziornie bierze udział w ostatecznym starciu o miano Europejskiej Fasady Roku w konkursie Life Challenge 2016. Budynek o minimalistycznych wnętrzach świetnie wkomponowany jest w otoczenie i zachwyca połączeniem ciepłego drewna, loftowego betonu i surową konstrukcją przełamaną dużą liczbą okien. SIO House został też zaprojektowany zgodnie z zasadami budownictwa niskoenergochłonnego.

I najważniejsze: wśród 36 realizacji z 22 krajów, które zakwalifikowano do finału Life Challenge 2016, są aż trzy obiekty polskie. To projekty wyznaczające nowe trendy w polskiej architekturze. Może więc czas na ostrożny optymizm?

„Domy będą tak proste i elementarne w formie, że dopasują się do konturów wzgórz bez zaburzania harmonii kraj-obrazu lub śpiewu ptaków” – wieszczył Edward Carpenter, angielski poeta i filozof. Oby ta wizja jak najszybciej się spełniła. Także w Polsce.

Miłosz Konkel

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.